Obecnie gry często zapamiętujemy dzięki efektowności przedstawionych w nich wydarzeń. O starszych tytułach mówimy z rozrzewnieniem zachwycając się nad bogatą fabułą czy rewolucyjną rozgrywką. Często jednak zapominamy, że jeszcze przed produkcjami aktualnej generacji, autorzy karmili nas wartką, wręcz odjechaną akcją. Chcecie przykładów? „Devil May Cry 3: Dante’s Awakening” prosto z Japonii!

Głównym bohaterem tego slashera jest Dante, syn Spardy. Białowłosy nie do końca człowiek (wiedźmin?), który broni świata przed demonami i własnym bratem, Vergilem. Fabuła jest dosyć ciekawa, ale oczywiście cechuje się typowym japońskim skomplikowaniem. Interesujące jest widoczne zafascynowanie kulturą europejską i przedstawienie jej we własnym stylu. Obecnych jest pełno nawiązań do Biblii czy „Boskiej komedii”.

W „DMC 3” zdecydowanie najważniejsza jest sama akcja. Ta gra nie ma zamiaru stopniowo budować napięcia, a od razu rzuca nas w wir efektownej walki i do samego końca nie wytraca swej dynamiki. Hordy przeciwników szlachtujemy w coraz bardziej wymyślny sposób, coraz bardziej abstrakcyjnym orężem. Myliłby się ten, kto myśli, że, tak jak w nowych produkcjach, łatwo tu czerpać przyjemność z rozgrywki. Na normalnym poziomie trudności gra stanowi spore wyzwanie, a wyższe opcje są raczej zarezerwowane dla skośnookich mistrzów.

Tytuł zadebiutował na PS2 a na jego przeniesienie na PC’ty musieliśmy sporo czekać. Wiąże się z tym parę niedogodności, lecz nie tyle ile można by się spodziewać. Brakuje tu wielu ustawień graficznych, grę udało mi się odpalić wyłącznie w oknie. Grafika jest dosyć standardowa dla produkcji z tej starej już konsoli Sony. Dosyć uboga paleta barw, wszystko jest ciemne i mroczne, ale nawet dzisiaj potrafi zrobić wrażenie. To za sprawą świetnie zaprojektowanych lokacji – gotycka architektura nadaje tajemniczości nawet prostym pomieszczeniom użytkowym. Przenosimy się od ciasnych lochów do szczytu wielkiej wieży w środku miasta. Dźwięk także nie pozostaje w tyle. Angielskie głosy wypadają bardzo dobrze, a ciężkie brzmienie idealnie podkreśla dynamikę akcji i klimat gry.

Przejdźmy do rozgrywki. Sterujemy Dantem i w efektownie efektywny sposób walczymy z potworami. Każda miejscówka to swoista arena, na której neutralizujemy wszystkich wrogów czy rozwiązujemy proste zagadki, żeby móc przejść do następnej itd. Całość urozmaica rozwój naszego herosa. Przed każdą misją wybieramy styl specjalny, którego będziemy używać. Tricksteer pozwala na wykonywanie bajeranckich uników, Swordmaster czyni nas mistrzami broni białej, Gunslinger umożliwia wykonywanie karkołomnych trików z bronią palną, a Royalguard zapewnia nam dodatkową ochronę. Każdy ze styli rozbudowujemy oddzielnie zdobywając doświadczenie. Innych przydatnych ruchów możemy się nauczyć po uzbieraniu odpowiedniej ilości czerwonych dusz wypadających z wrogów lub ukrytych w świecie gry. Ostatnim rodzajem pomocy w walce są przedmioty zużywalne, które mogą: zabić demony wokoło, uleczyć nas czy „wskrzesić”.

To ostatnie przydaje się szczególnie w ciężkich do przejścia etapach, bo sprawia, że nie musimy powtarzać całej misji od początku, a tylko mały fragment. Jest tu jednak pewien haczyk. Otóż, oprócz znajdywania różnych rzeczy podczas samej gry, możemy je jeszcze kupić płacąc czerwonymi duszami. To rozwiązanie nie jest jednak takim ułatwieniem, jakiego byśmy chcieli. Gdy zakupimy dany przedmiot to następnym razem będzie on kosztował więcej i jego cena nie spadnie aż do końca gry. Oczywiście można sobie pomagać już na początku gry, ale prawdopodobnie pozbawi nas to całej pomocy w dalszych, trudniejszych bitwach. „Devil May Cry 3” jest zdecydowanie grą hardkorową i nie ma się co oszukiwać, że samo przejście na normalnym poziomie trudności nieraz stanowi spory problem, a co dopiero na najwyższym, w którym jakiekolwiek zadrapanie kończy się śmiercią.

Ci, którzy odpowiadają za nasze kolejne niepowodzenia są świetnie zaprojektowani. Modele wyglądają dobrze i są całkiem różnorodne, zmierzymy się m.in. z: mrocznymi kosiarzami, ożywionymi posągami, strażnikami dusz i innymi demonami. Fajne jest to, że każdy stwór ma własne słabe i silne strony, które będziemy musieli wykorzystać, jeśli chcemy odnieść sukces. Tak samo jest z bossami. Starcia z tańczącym błaznem, półekranowym cerberem czy złym bratem bliźniakiem dostarczają niezapomnianych wrażeń. Dużo wody w Wiśle (lub w najbliższej Ci rzece) upłynie zanim znajdziesz sposób jak danego oponenta pokonać, jednak gdy to już się stanie, satysfakcja gwarantowana.

Spragnieni dynamicznej akcji bez trzymanki? Łapcie pady i do boju. Nie zrażajcie się porażkami, a ukończycie tę produkcję! Jeśli tylko nie odrzuca Was japoński rozmach (i przesadzanie na wielu polach), to „Devil May Cry 3” jest zdecydowanie grą wartą uwagi nawet dzisiaj. Posiada wiele cech dzisiejszych „next-genowych” gier i dokłada do tego „staroszkolnie” wysoki poziom trudności i skomplikowanie. Dajcie się przebudzić Dantemu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *