Na Dobre - Dla graczy na poziomie Pro
0
  • Listopad 19, 2017, 07:40:31 am
  • Witamy, Gość
Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukanie zaawansowane  

Aktualności:

Strony: [1]
 1 
 dnia: Listopad 01, 2017, 12:46:08 am 
Zaczęty przez Berona - Ostatnia wiadomość wysłana przez Berona
Jeśli zapytacie ekspertów o parę najważniejszych marek produkujących myszy dla graczy, każdy z nich wymieni SteelSeries. RPG to moja dziedzina. Co powinien kupić taki gracz?

 2 
 dnia: Listopad 01, 2017, 12:37:33 am 
Zaczęty przez Lobel - Ostatnia wiadomość wysłana przez Berona
W CS można w Warszawie w czerwcu powalczyć na Good Game. Brałam udział dwukrotnie.

 3 
 dnia: Listopad 01, 2017, 12:36:33 am 
Zaczęty przez Voren - Ostatnia wiadomość wysłana przez Berona
Klimatu nic nie zastąpi. Choć przedostatnia część znów go miała. Ta ostatnia prehistoryczna była płaska i nie zajmowała gracza długotrwale.

 4 
 dnia: Listopad 01, 2017, 12:35:15 am 
Zaczęty przez Berona - Ostatnia wiadomość wysłana przez Berona
Przez minione 2 lata musiałam się użerać z akcesoriami, które zostały mi jeszcze z czasów studiów. To raczej tani sprzęt rodzaju biurowego, niż renomowane akcesoria dla graczki. Moja kariera już się toczy, więc z końcu jest kasa, żeby przejść na level ekspert, a stare urządzenia przenieść do kosza na śmieci. Które klawiatury dla graczy sprzyjają sukcesom? Gry wojenne w trybie multiplayer są moim faworyzowanym celem. Nie proponujcie Razer, bo z tymi produktami już zaznajomiłam się bardzo szczegółowo. Jednak cenowo powinni lekko stonować swój entuzjazm. Tempo wprowadzania nowych marek dla graczy jest zawrotne. Stąd na pewno przegapiłam niejedną. Dałabym szansę komuś, kto dopiero wyrabia sobie renomę, jeśli jego patenty mnie przekonają. Wyliczajcie tylko klawiatury dla graczy, gdzie nie trzeba myśleć, ile to cudo wytrzyma przy ekstremalnym obciążeniu. Tylko i wyłącznie serie mechaniczne. Nie będę znów płaciła za przestarzałe technologie. Zwycięzca z najlepszą propozycją otrzyma film, jak walczę z nową klawiaturą.             

 5 
 dnia: Październik 25, 2017, 10:31:26 pm 
Zaczęty przez Voren - Ostatnia wiadomość wysłana przez Voren
Miejscem naszych utarczek z wrogiem jest Afryka: ogromny, piękny świat, gęste lasy, bezkresne pustynie. Wszystko to sprawia, że godzinami można zwiedzać to, jakby wydawało się z początku, cudowne miejsce.
Najwyższy czas poruszyć sprawę bohatera, czyli postaci, której poczynaniami przyjdzie nam kierować. W nasze ręce oddany zostaje bezlitosny najemnik, który, powiedzmy sobie szczerze, niezbyt wybrzydza przy wyborze zleceń. Przyjmuje je od obu stron pustoszącego kraj konfliktu. Nie jest on jednak żołnierzem w stylu Rambo, tylko chcącym zarobku człowiekiem, tak więc nie spada on z nieba z całym arsenałem, lecz wjeżdża do miasta zakurzonym jeepem z maciupen pistoleten w dłoni, a w dodatku zaraża się malarią. Bronie zdobywany w trakcie gry. Możemy je znaleźć przy zabitych przeciwnikach oraz kupić w sklepie. Co ciekawe wysłużona już broń potrafi się zaciąć, co wymaga jej ręcznego odblokowania.

Życie najemnika nudne jest:
Niestety, wydaje się że UbiSoft misje dla gracza potraktował drugorzędowo - w tej grze nie uświadczysz wielkiego zróżnicowania zadań. Sprowadzają się one do jeżdżenia, zazwyczaj na drugi koniec mapy, w poszukiwania jednego człowieka którego trzeba zabić lub przedmiotu który trzeba znaleźć/zniszczyć (niepotrzebne skreślić). Sytuację poprawia to, że każdą z nich można przejść w dwojaki sposób. Po podjęciu się zadania dostajemy telefon od przyjaciela któremu zależy na dobrze kraju i który zna złoty środek na każdą sprawę. Świat gry jest ogromny, tak więc gdy pozostaniemy bez jakiegokolwiek pojazdu, sytuacja jest dramatyczna. Jednak i tu twórcy wyszli do nas z pomocną dłonią. Na mapie porozmieszczane są przystanki autobusowe w zawrotnej ilości, bo jest ich aż pięć, jeden w mieście i po jednym w każdym narożniku mapy!

… i jak kawał kałacha zza krzaka:
Grę jakoś urozmaicić trzeba, tak więc co kilka minut musimy zatrzymywać się by zniszczyć obozowisko przeciwników. Oczywiście można spróbować ominąć obóz, jednak często równa się to porzuceniu, jakże cennego, środka transportu, gdyż nie będziemy w stanie przeprawić się przez gąszcz drzew. Tutaj wspomnieć warto o AI wrogów. Stoi ono na wysokim poziomie. Przeciwnicy widząc niebezpieczeństwo uciekają, chowają się, a gdy dostrzegają choćby małą “Szansę na sukces”, atakują. Co ciekawe, ranny nieprzyjaciel będzie próbował leczyć się (oczywiście tylko próbował, bo szansa że mu się to uda jest nikła). Inteligencja tubylców niekiedy zawodzi, lecz są to rzadkie przypadki.

Kto Bronią wojuje…:
Jak już wspomniałem broń znajdujemy przy ciałach lub kupujemy w sklepie, który posiada… dostęp do Internetu. To właśnie siadając przy komputerze wybieramy zadowalające nas uzbrojenie, a kupiona rzecz pojawia się w sąsiadującym ze sklepem budynku. Do wyboru mamy między innymi pistolety, karabiny maszynowe, miotacze ognia, wyrzutnie rakiet, karabiny snajperskie. Kupiona broń od momentu zakupu dostępna będzie w naszych chatach, które odblokowujemy poprzez zabicie ich aktualnych mieszkańców.

Miałem ja Ci aimbota:
Niestety, nie będzie to dzialik o tym że łatwo znaleźć do tej gry wszelkiego rodzaju ułatwiaczy. Jest to natomiast jedna z większych spartolonych rzeczy przez twórców. Zapewne ktoś z was grał w CS’a z kimś, kto hackował przy użyciu aimbota. Wiecie więc, jak niemożliwe do wytrzymania jest to, gdy inny gracz przy pomocy oszustwa potrafi strzelić nam headshoot’a w przeciągu 0.00001 sekundy z niewiadomego miejsca. Podobna sytuacja występuje w Far Cry’u 2. Póki kucamy mamy jeszcze szansę, jednak gdy wstaniemy to około 90% przeciwników ma celownik idealnie ustawiony na naszą głowę. Na nic ukrywanie się w nocy w gęstwinie. Nie jest to regułą, ale jednak…

Trzecie miejsce w ekwipunku:
Już wszystko wyjaśniam. Trzecie miejsce w ekwipunku to miejsce na… dużą broń. Nie będę rozpisywał się na temat nędznej (w porównaniu do tej jakiej broni chcę opisać) wyrzutni rakiet, a mianowicie, chodzi mi o miotacz ognia. Posterunki często otoczone są zaroślami i wysokimi trawami, a wewnątrz stoją materiały łatwopalne i zbiorniki z paliwem do jeepów. Wystarczy jedno kliknięcie myszą, aby ogień strawił tak cały posterunek, okoliczną roślinność, jak i naszych przeciwników. Broń bardzo dobra w krytycznych sytuacjach o ile sami zdążymy uciec, a wiatr nie powieje nam prosto w oczy.

Po prostu realizm:
Chociaż walki nie są szczególnie efektowne (przez co może i bardziej realistyczne), niektóre sytuacje są ciekawymi i oryginalnymi elementami gry. Oprócz wspomnianego zacinania się broni, warto wspomnieć o leczeniu. Przy leczeniu się, najemnik wbija sobie strzykawkę z bliżej nieznaną substancją w żyłę - wygląda ciekawie. Pasek życia podzielony został na kilka części i o ile po otrzymaniu małych obrażeń życie regeneruje się samo, to po otrzymaniu obrażeń niemal śmiertelnych, bohater bierze obcęgi i wyciąga sobie z ciała kawałek metalu, a prawdopodobnie jedną z wielu kul którymi został trafiony - oj wygląda bardzo ciekawie. Jeżeli jesteśmy w pobliżu jednej ze swoich chat i pomimo wielu prób ratowania swego życia żywotność sięgnie zera, do pomocy przyjdzie nasz kompan który wyciągnie nas z centrum walki, dzięki czemu możliwa jest dalsza gra. Jako że nasz przyjaciel też jest człowiekiem, jemu również może zdarzyć się nie wyjść z boju cało. Wtedy leżąc na ziemi stawia koło siebie flarę(?) i czeka na pomoc tym razem naszą. Jeżeli nie zdążymy, pomocnik umiera, jeżeli jednak uda nam się dobiec do niego na czas, również leczymy go wspomnianą już strzykawką.

No cóż, czas na podsumowanie. Far Cry 2 nie wprowadza do gier FPS nic poza kilkoma małymi, ciekawymi rozwiązaniami. Gracze spodziewali się czegoś nadzwyczajnego, wartego miana następcy “jedynki” i głównie przez szumne zapowiedzi gra została przez niektórych przyjęta tak a nie inaczej. Jak na dzisiejsze czasy Far Cry 2 jest grą bardzo dobrą i nic tego nie zmieni.

 6 
 dnia: Październik 25, 2017, 10:27:02 pm 
Zaczęty przez Voren - Ostatnia wiadomość wysłana przez Voren
Team Fortress 2 to kolejna gra sieciowa stworzona przez zespół Valve Corporation. Całość opiera się na wykonywaniu kolejnych zadań przez naszą drużynę. Każdy zespół składa się z kilkunastu całkowicie odmiennych żołnierzy, a każdy z nich posiada unikalne zdolności, które pozornie dają im przewagę nad innymi klasami postaci.

Choćbyśmy mieli najsilniejszą drużynę na świecie tutaj największą rolę odgrywa zgranie całej drużyny. Klas postaci jest tutaj dziewięć: Heavy (duży koleś z największymi spluwami), Spy (szpieg potrafiący zmienić się w żołnierza z przeciwnej drużyny), Scout (szybki i zwinny młokos), Demolitions (specjalista od bazook itp.), Engineer (potrafi postawić różnego rodzaju maszyny, działka strażnicze itp.), Medic, Sniper, Soldier i Pyro (zaopatrzony w miotacz ognia żołnierz). Twórcy starali się tak wywarzyć klasy, aby żadna z nich nie była najlepsza ani najgorsza, więc zalety każdej z klas wyrównali wadami. Na przykład silny Heavy jest strasznie powolny, a Scout pomimo swojej szybkości jest mało odporny na jakiekolwiek ataki ze strony wrogów.

Jedną z większych zalet Team Fortress 2 jest oprawa graficzna jaką wybrali twórcy. Wbrew trendowi panującemu w świecie strzelanek, który mówi, że trzeba dążyć do jak najwierniejszego odwzorowania prawdziwego świata, twórcy TF 2 postawili na grafikę komiksową przypominającą różnego rodzaju filmy animowane. Dzięki takiej oprawie każda klasa postaci jest strasznie przerysowana, wręcz karykaturalna. Poziomy w Team Fortress 2 są duże, dzięki czemu na mapie może się spotkać nawet po kilkanaście żołnierzy w jednej drużynie.

 7 
 dnia: Październik 25, 2017, 10:03:16 pm 
Zaczęty przez Voren - Ostatnia wiadomość wysłana przez Voren
Jeśli są wśród Was grający w najnowszą produkcję Codemasters, pewnie zastanawiacie się, o co mu chodzi?. Wszak tytuł jest naprawdę dobry, jeśli by nie powiedzieć, że lepszy od swojego poprzednika. To oczywiście prawda, jednak z grą wiąże się pewna smutna historia, której finałem jest fakt, że bardzo duża część graczy (mimo że jest już grubo ponad miesiąc po premierze) wciąż nie może się bawić. Gra po prostu na niektórych konfiguracjach pecetów nie chce poprawnie działać.

Miałem szczęście, że produkcję mogłem przetestować na innym komputerze. Tylko co z tego, jeśli nie mogę się dobrze bawić w domowym zaciszu? Co dokładnie dzieje się trzecim DiRT-em, możecie jednak przeczytać w specjalnie przygotowanym na tę potrzebę artykule, szkoda bowiem tracić cenny czas i miejsce tutaj. Tu skupmy się na grze.

Nowości dla serii z Gymkhaną w roli głównej
Co nowego w DiRT 3? Na pierwszy rzut oka całkiem sporo. Chyba największym featurem w całej produkcji jest tryb Gymkhana. Na czym polega? Wyobraźcie sobie specjalnie przygotowany plac z różnego typu przeszkodami, ustawionymi w taki sposób, aby pokonanie ich (kierowca może wykazać się otwartością w swoich decyzjach, nie ma jednego, głównego toru) było jak najbardziej widowiskowe, a także wymuszające na kierowcy wykazanie się nie lada umiejętnościami i chyba przede wszystkim – dużą odwagą. Tak naprawdę Gymkhana w grze nie różni się zbytnio od tej prawdziwej, w której najjaśniejszą postacią jest Ken Block (również występujący w grze).
Wirtualna Gymkhana to dość interesujący tryb, jednak zdecydowanie zbyt prosty. Jeśli gra się na klawiaturze lub padzie, wykonywanie niektórych ruchów (jak np. kręcenie się w kółko wokół jakiegoś przedmiotu) ogranicza się do wciśnięcia w odpowiedniej chwili gazu do dechy i trzymaniu „kierownicy” skręconej maksymalnie, wszystko wówczas dzieje się prawie samo. Co innego w przypadku normalnego „kółka”, które Gymkhanę nieco utrudnia, ale za to uprzyjemnia w odczuwalny sposób rajdy.

Duch Colin McRae Rally 2.0 w powietrzu
W tym momencie powinienem rzec kilka słów o najważniejszym elemencie gry, czyli tym, jak prowadzą się pojazdy. Nie oszukujmy się, seria Colin McRae Rally (której DiRT jest przecież duchowym spadkobiercą) nigdy nie była symulacją, nigdy nawet koło niej nie stała. To typowa zręcznościówka, pozwalająca jednak graczowi na poczucie bycia świetnym kierowcą, opanowującym kontry, jazdę kontrolowanym poślizgiem, itp. Oczywiście samochody zawsze zachowywały się logicznie i nie całkowicie arcade’owo, nie zmienia to jednak faktu, że pomiędzy częściami serii różniły się pod względem modelu jazdy.
Jak więc to wygląda w przypadku DiRT 3? Całkiem nieźle, można by powiedzieć, że czuje się tu trochę ducha legendarnego Colin McRae Rally 2.0. Pojazdy bowiem nie dość, że prowadzą się dość podobnie, z symulacyjnym zacięciem, to jeszcze DiRT 3 oznacza powrót aut Grupy B (bardzo niebezpieczna klasa mocnych samochodów, która została zawieszona po pewnym głośnym, podwójnym śmiertelnym wypadku). Czasami gdy prowadziłem samochód na asfaltowej nawierzchni z wyłączonym ABS-em i zablokowałem w nim koła podczas hamowania, przypomniały mi się od razu trasy Włoch i Francji ze wspomnianej „dwójki”.
Podobieństwa na tym się nie kończą – wróciły trasy na śniegu (tym razem jednak gra nie przenosi nas do Szwecji, ale innego skandynawskiego państwa – Norwegii), a także jedna z moich ulubionych, w afrykańskiej Kenii. Naprawdę nie sposób nie skojarzyć DiRT-a 3 z Colin McRae Rally 2.0.

Niekoniecznie dobre zmiany, na pewno dobry split-screen
Dość kontrowersyjną zmianą może okazać się dla niektórych fakt, że zupełnie zrezygnowano z garażu i własnych samochodów w grze. DiRT 2 przyzwyczaił nas, że każde auto musieliśmy nabyć za zarobioną w zawodach gotówkę, tym razem została ona zamieniona na punkty reputacji zdobywane za zwycięstwa w imprezach, a także wykonywanie specjalnych „misji pobocznych”.
O co chodzi? O wykonanie czegoś konkretnego, z góry narzuconego nam przed rajdem, np. dojechanie w jednym kawałku na linię mety lub uporanie się z odcinkiem w odpowiednim czasie, itp. Pomysł jest w zasadzie całkiem niezły, ale samochody niestety wypożyczamy przed odpowiednimi zawodami i nie stają się naszą własnością. Szkoda.
Bardzo miłym ukłonem w stronę graczy jest wprowadzenie możliwości zabawy na podzielonym ekranie, czego brakowało od (o ile się nie mylę) właśnie CMR 2.0. Innym plusem jest podzielenie niektórych rodzajów wyścigów na grupy – możemy ścigać się współczesnymi samochodami WRC, tymi z lat ’90, ’80, ’70 i ’60, a także ze wspomnianej wcześniej Grupy B. Na ilość samochodów mogliby narzekać tylko najwięksi malkontenci. Naprawdę jest w czym przebierać i to oczywiście się bardzo chwali.

Długa kariera na krótkich trasach
Jednak problemem okazują się trasy, którymi twórcy przed premierą szczycili się tak bardzo mocno, że ma być dużo, że ciekawie, itd. I chyba faktycznie tak jest, ale... typowo rajdowe trasy (co przecież miało stanowić o sile nowego DiRT-a) są po prostu za krótkie. Seria nigdy nie zachwycała długimi odcinkami specjalnymi, ale to, co dzieje się w trzeciej części DiRT-a, to spora przesada.
Co powiecie o trasie, której przejechanie zajmuje minutę i dwadzieścia sekund? A dodatkowo dołóżmy fakt, że nawet na najwyższym poziomie trudności średnio doświadczony wirtualny kierowca może już sobie poradzić bez większych problemów? Zdecydowanie widać tu pobieżne potraktowanie balansu trudności.
Szkoda tym większa, że kariera jest dość długa, oznacza to zatem konieczność pokonywaniu wielu takich samych lub bardzo podobnie wyglądających tras. Sam nie wiem, czy w przypadku drugiej części gry nie wypadło to lepiej, pomimo nacisków na imprezy typu X-Games.

Jak wygląda? To trzeba zobaczyć!

Codemasters pomimo ogromnej wpadki (przypominam: do tej pory nie naprawionej) związanej z nie działaniem gry na wielu komputerach stworzyło grę przepiękną, zwłaszcza na DirectX 11. Co ciekawsze, produkcja jest zoptymalizowana tak świetnie, że... działa lepiej niż DiRT 2! I oczywiście wygląda też lepiej.

Zdecydowanie najbardziej miażdżą efekty pogodowe, takie jak deszcz, cząsteczkowe (błoto czy śnieg bryzgające spod kół samochodu) i świetlne. Gra jest również w dużej mierze upchnięta w charakterystyczną, jakby nieco brudną stylistykę (tytuł wszak zobowiązuje!), choć niekoniecznie może to przypaść wszystkim do gustu.

 8 
 dnia: Październik 25, 2017, 09:14:59 pm 
Zaczęty przez Lobel - Ostatnia wiadomość wysłana przez Lobel
Na początku grudnia bieżącego roku odbędzie się kolejna edycja chińskiego festiwalu International E-Sports Festival. Podobnie jak przed rokiem, Polska otrzymała gwarantowane sloty w głównych finałach, co w komfortowej sytuacji stawia polskich zawodników StarCraft BroodWar oraz WarCraft 3 TFT.

Do Wuhan (miejsce rozegrania imprezy) może pojechać praktycznie każdy, kto jest w stanie wyłożyć łącznie 3,000 złotych na podróż do Chin i z powrotem. Organizatorzy rozgrywek zapewniają bowiem wszystkim uczestnikom festiwalu bezpłatny transport z lotniska, pełnowartościowe wyżywienie oraz zakwaterowanie na miejscu.

A jest o co walczyć… W obu turniejach (WC3 oraz SC) suma nagród pieniężnych dla pierwszych czterech zawodników każdej dyscypliny wynosi około 90,000 złotych. W chwili obecnej nie znamy składu uczestników żadnego z trzech organizowanych turniejów (Counter-Strike, WarCraft 3 TFT, StarCraft)  ale poznaliśmy podział rozgrywek StarCrafta, w których jak się okazuje zobaczymy dwóch progamerów (licencja) i dwóch amatorów z Korei Południowej, czterech graczy z Chin oraz “resztę z Polski”.

 9 
 dnia: Październik 25, 2017, 08:21:43 pm 
Zaczęty przez Lobel - Ostatnia wiadomość wysłana przez Lobel
Z pewnością przeciętnemu zjadaczowi e-sportowego chleba, nazwa brytjskiej firmy Saitek nie powie zbyt wiele.  Któż jednak wie, czy wchodząc na rynek z nową linią gamingowego stuffu nie pozyska sobie sporej rzeszy sympatyków? Ową, arcyciekawą serią produktów będą tworzyć takie komponenty jak myszki, podkładki pod nie, a także klawiatury oraz pc-huby.

W czym tkwi zatem sekret sprzętu oznaczonego frapującą nazwą EXPRESSIONS? Design, kolorystyka i styl! Cóż, patrząc na specyfikę owych produktów ciężko się spodziewać, aby przyciągały rzesze męskich, spoconych zapaleńców, którzy niewielką wagę przykładają do wyglądu sprzętu, a do jego funkcjonalności i możliwości.

W myszach zastosowano sensory o rozdzielczości 800dpi, a gumowe scrolle i niewielki rozmiar, dodatkowo kształt w sam raz na delikatne kobiece rączki. Fakt pociągającego wyglądu i ergonomicznej budowy, pomimo pewnych niedoskonałości i niewielkiego dpi “pod maską”, może wywrzeć na wielu grających pannach oczekiwany efekt. Tym bardziej, że cena 59,90 PLN na pewno nie działa na niekorzyść tych myszek.

Czy będziemy zatem świadkami u e-sportowych Ladies błyskawicznej zmiany wszelkiej maści Razerów, Logitechów na małe, acz stylowe Saiteki? Szczerze wątpię, ale znając życie nie jedna estetka już niedługo będzie się lansować na LANach sprzętem dla graczy sygnowanym przez EXPRESSIONS…

 10 
 dnia: Październik 25, 2017, 08:14:11 pm 
Zaczęty przez Lobel - Ostatnia wiadomość wysłana przez Lobel
Ach, słynny budynek SGH przypominający co niektórym Hogwart. Miejsce spropsowałbym bez 2 zdań z racji na dojazd, zaplecze gastro i zabezpieczenie całej imprezy, która niestety miała charakter zamknięty. Do pomieszczenia w którym była rozgrywana całość, mogłeś dostać się tylko i wyłącznie posiadając zaproszenie (można było zapisać się za pośrednictwem maila), jeżeli chciałeś jednak w dniu imprezy wejść coś podejrzeć to nie było z tym większego problemu, pod warunkiem że reprezentowałeś media. Szybki wpis w postaci danych personalnych, uzupełniony nr dowodu osobistego i byłeś w środku. Jak było w przypadku osób 3 czyli tzw. widzów/gości? Nie mam zielonego pojęcia, ale stawiam, że cały proces wyglądał podobnie.

Po przejściu bramki z wykrywaczem metali, przebyciu próby na stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu i ważeniu zmierzałem w stronę poziomu na którym to miejsce miały rzeczy niesłychane, albowiem 13 zespołów po 5 graczy licząc, zapłaciła ASTRONOMICZNĄ sumę 400zł (450zł?), za targanie Swojego komputera do Warszawy. Tak, GameFestival 2017, edycja Wiosenna był imprezą BYOC, ale szczerze powiem, że nie zauważyłem żadnej skrzywionej miny na miejscu i tego Wam zazdroszczę. Nie wyobrażam sobie podobnej sytuacji odnośnie Counter-Strike 1.6. Chyba za dużo osób ma w głowie jeszcze L4F gdzie za 40zł mogłeś pograć do granic możliwości Swojego organizmu. Ale wracamy do tematu, 400zł, SGH, spora sala, brak zapachu potu przez 1 dzień imprezy, chłodno, przytulnie, trochę mrocznie.

Jak bywa na BYOC, trzeba zabrać ze sobą wszystko w tym monitory. Na tych którzy jednak nie zdołali przytachać Swoich, czekało kilkanaście lekko wysłużonych lecz ciągle docenianych przez graczy monitorów CRT. Opcja jak najbardziej spoko i tutaj okejka za ogarnięcie rzeczy nie do końca oczywistej jeżeli chodzi o monitory na imprezach BYOC. Do tego dochodziły jeszcze kable, jakieś listwy, złączki, przełączki, słuchawki – no był backup jeżeli chodzi o sprzęt – to trzeba przyznać.

System rozgrywania meczy, fun & nagrody.
No to tak. Na początku były grupy i drabinka. Wiadomo standardowo. Jednak wszystko wyglądałoby nieco smutnie gdyby 13 drużyn miało przyjechać na 1 dzień targając ze sobą sprzęt. Problem ten został rozwiązany śpiewająco. Dla tych którzy odpali z zmagań grupowych przygotowano coś w rodzaju drabinki pocieszenia. Bez nagród i większych emocji, jednak w tym przypadku liczyła się zabawa right? Jeżeli komuś było mało, wpłacając 10zł mógł wziąć udział w turnieju funmap, tak jak to zrobił GODINHO zgarniając za 1 miejsce całkiem klawą klawiaturę od Microsoftu.

Właśnie, powalczyć. Duże wpisowe było świetnym posunięciem, ponieważ na nagrody mogli liczyć nawet zdobywcy 5 miejsca i wcale nie były to jakieś “myszki za 5zł”, a dosyć ciekawe i co najważniejsze – przydatne – upominki. Jako jedyny przedstawiciel foto na całym turnieju, razem z moją dziewczyną również zostaliśmy obdarowaniu pakietem kibica, czyli koszulka, kubek, smycz, jakiś magazyn i antywirus do testów na 30dni. Osobiście pierwszy raz się spotkałem z czymś takim i byliśmy naprawdę miło zaskoczeni takim gestem w naszą stronę.

Strony: [1]